5 przepisów drogowych, o których zapominają kierowcy

Nie wiadomo z czego to wynika, ale my, kierowcy, mamy bardzo dziurawą część pamięci odpowiedzialnej za przepisy ruchu drogowego. O jednych pamiętamy, o innych pamiętamy niechętnie, a niektóre wręcz wyrzucamy z głowy. Możemy ze spokojem założyć, że jest to kwestia własnej wygody i nasza pamięć wraca w sytuacjach, kiedy nam to na rękę, a amnezja atakuje, kiedy wygodniej jest nie pamiętać. Dlatego postanowiliśmy przypomnieć 5 często pomijanych i jednocześnie powszechnie znanych przepisów drogowych.

Ruch prawostronny

Cytując klasyka, jest to oczywista oczywistość, ale ile razy zdarzyło Ci się zjechać na lewy pas znacznie wcześniej niż wymaga tego sytuacja, tylko dlatego, że wygodniej było się ustawić w ten sposób do skrętu w lewo albo z obawy, że przed samym skrętem inni kierowcy Cię nie wpuszczą? W teorii jesteś więc kierującym, który faktycznie wykorzystuje lewy pas prawidłowo – przypomnijmy, że lewy pas służy tylko i wyłącznie do wyprzedzania i skrętu w lewo – ale w praktyce to właśnie Ty stajesz się blokującym lewy pas. 

O ile jeszcze wyżej opisaną sytuację można opisać jako drobny błąd wynikający z lenistwa, o tyle zupełnie niezrozumiałe jest wybieranie lewego lub środkowego pasa w sytuacji, gdy możemy jechać prawym. W artykule 14, ustępach 2 i 4 ustawy Prawo o ruchu drogowym napisano wyraźnie: 

Kierujący pojazdem, korzystając z drogi dwujezdniowej, jest obowiązany jechać po prawej jezdni; do jezdni tych nie wlicza się jezdni przeznaczonej do dojazdu do nieruchomości położonej przy drodze.

Kierujący pojazdem jest obowiązany jechać możliwie blisko prawej krawędzi jezdni. Jeżeli pasy ruchu na jezdni są wyznaczone, nie może zajmować więcej niż jednego pasa.

Proste? Jeśli nie, warto oddać głos komuś, kto potrafił podsumować całą awanturę związaną z jazdą lewym pasem bardziej dosadnie niż kanceliści i prawnicy. W jednym z odcinków legendarnego już programu motoryzacyjnego “Top Gear” gwiazda i prowadzący programu w jednej osobie, Jeremy Clarkson, w swoim stylu powiedział, że lewy pas jest jak toaleta – wchodzisz i robisz, co musisz, po czym wychodzisz. Bez żadnego przesiadywania. No cóż, porównanie może nie powala elegancją i smakiem, ale trudno odmówić mu trafności, prawda? Lewy pas traktujmy zadaniowo i tyle. 

Nakaz zatrzymania się przed zieloną strzałką

Gdybyśmy napisali, że tylko spora część kierowców traktuje zieloną strzałkę jako komunikat “Śmiało, skręcaj”, to nie napisalibyśmy nic, bo robi tak zdecydowana większość kierujących na polskich drogach. Jeśli ktoś chciałby się oburzyć na te słowa, to niestety nie ma co się obrażać na rzeczywistość, bo taka właśnie jest smutna prawda – nakaz zatrzymania się przed zieloną strzałką jest jednym z najczęściej łamanych nakazów. Później dziwimy się, dlaczego do 49,5% wypadków z udziałem pieszych dochodzi na przejściach dla pieszych, a najczęściej winą obarczani są kierowcy. 

Przypomnijmy, że zielona strzałka oznacza możliwość wykonania skrętu warunkowego, przed wykonaniem którego należy zachować dalece idącą ostrożność i zatrzymać się, upewniając się tym samym, czy nasz manewr nie spowoduje kolizji z innym pojazdem lub potrącenia pieszego. Zatrzymujmy się zatem, nie robiąc z tych kilkudziesięciu dodatkowych sekund postoju tragedii. W przeciwnym razie może dojść do prawdziwej tragedii. 

Brak odstępu pomiędzy pojazdami

Jednym z częstszych grzeszków polskich kierowców jest popularna jazda na zderzaku. Szczególnie często można to zjawisko zaobserwować na drogach ekspresowych i autostradach. Zapewne trudno byłoby policzyć, ile razy każdy z nas miał do czynienia z sytuacją, w której wyprzedzał na autostradzie samochód lub rząd samochodów, jadąc najwyższą dopuszczalną prędkością (140 km/h), by po chwili zorientować się, że tuż za naszym tylnym zderzakiem jedzie pan i władca lewego pasa, który natarczywie sugeruje nam powrót na prawy pas. Jest tak blisko, że moglibyśmy dostrzec bezdenną pustkę w jego spojrzeniu. 

W artykule o zasadzie trzech sekund na drodze, który, nota bene, dość dobrze wyjaśnia metodę skutecznego obliczenia bezpiecznego odstępu między pojazdami, pisaliśmy, że polski kodeks drogowy nie precyzuje, ile dokładnie ma wynosić owy bezpieczny odstęp. Jednak nie jest też tak, że przepisy pozostawiają w tym miejscu lukę wielkości Wielkiej Pacyficznej Plamy Śmieci, nie, aż tak źle nie jest. Jest tak: “Kierujący pojazdem jest obowiązany (…) utrzymywać odstęp niezbędny do uniknięcia zderzenia w razie hamowania lub zatrzymania się poprzedzającego pojazdu.”.

Zgodnie z tą definicją jechanie na zderzaku nijak się ma do zachowania odstępu niezbędnego do uniknięcia zderzenia. Przecież nagłe hamowanie samochodu poprzedzającego, gwałtowny manewr, przeszkoda czy nawet błąd kierowcy mogą w takiej sytuacji spowodować wypadek tragiczny w skutkach. Pamiętajmy, że bezpieczny odstęp przy dużych prędkościach to nawet kilkadziesiąt metrów. Najlepiej jednak stosować się do przywołanej już zasady trzech sekund. 

Zbyt wolna jazda

Niektórzy kierowcy, zwani złośliwie przez motoryzacyjną brać niedzielnymi, nie zdają sobie sprawy nie tylko z faktu, że zbyt wolna i asekuracyjna jazda jest niebezpieczna, ale też po prostu zabroniona. Oczywiście czym innym jest zbyt wolna jazda na autostradzie, a czym innym w terenie zabudowanym o dużym natężeniu ruchu. Wszystko zależy od scenerii i kontekstu. Prędkość należy dostosować do panujących warunków, znaków i wielu innych czynników. 

Tymczasem zdarzają się kierujący, którzy bez względu na otaczające ich okoliczności wkładają wiele trudu w to, by przypadkiem pedał gazu nie znalazł się zbyt blisko przysłowiowej “dechy”. I stwarzają zagrożenie dla siebie i innych. Zgodnie z art. 19 ust. 2:  „kierujący pojazdem jest obowiązany jechać z prędkością nieutrudniająca jazdy innym kierowcom”. Jeśli utrudniasz w ten sposób życie innym, licz się z faktem, że za to utrudnianie ustawodawca przewidział mandat w wysokości 50-200 zł i 2 punkty karne. 

I znów warto powołać się na Jeremy’ego Clarksona, który twierdził, że to nie prędkość zabija, ale jej gwałtowna utrata. Nie bądź więc przyczyną nagłej utraty czyjejś prędkości, bo skończy się to źle dwa wszystkich. 

Zbyt późne sygnalizowanie zmiany pasa ruchu

Znowu pozwolimy sobie przytoczyć zapisy ustawy Prawo o ruchu drogowym, ale tym razem w kontekście zbyt późnego używania kierunkowskazu w celu sygnalizacji zmiany pasa ruchu. Ustawa jasno mówi, że: “Kierujący pojazdem jest obowiązany zawczasu i wyraźnie sygnalizować zamiar zmiany kierunku jazdy lub pasa ruchu oraz zaprzestać sygnalizowania niezwłocznie po wykonaniu manewru.”.

Niestety bardzo częstym obrazkiem na polskich drogach jest całkowity brak sygnalizacji takiego manewru lub włączenie kierunkowskazu już po jego wykonaniu, jakby dla “świętego spokoju”. No cóż, sprawa wygląda dość prosto – jeśli nie będziemy informować innych kierujących o naszych zamiarach, staniemy się dla nich nieprzewidywalni, a na drodze pojazd nieprzewidywalny to pojazd stanowiący zagrożenie.

Źródła:

Oceń artykuł:

Loading...
zdjęcie autora
Autor artykułu: Michal Rosiak

Content manager w porównywarce ubezpieczeń Mubi.pl. Dba, by każdy artykuł poradnikowy pojawiający się w naszym serwisie miał odpowiednią wartość merytoryczną i nie urągał zasadom języka polskiego. Absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego na kierunku Historia oraz Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu na kierunku Zarządzanie. Posiada sześcioletnie doświadczenie w prasie tradycyjnej i internetowej.

Dołącz do dyskusji

0 komentarzy
Skomentuj jako pierwszy!