Nietypowe miejsca na wakacje

Podróże kształcą? Oczywiście, ale tylko ludzi o otwartych umysłach. Można wszak cieszyć się słońcem Malediwów, nie poznawszy jednocześnie ani trochę ich historii, prawda? Dlatego w drugiej części naszej listy egzotycznych miejsc, do których warto pojechać, opisujemy kolejne wakacyjne raje, które rajskie są tylko na pierwszy rzut oka, a poza wysokimi hotelowymi murami oferują barwną i trudną przeszłość. Do poznania i pokochania.

RPA

Kraj w którym znajdziemy wszystko, czego podróżnicza dusza zapragnie: wspaniałe linie brzegowe, dziką przyrodę, strzeliste góry i wszechobecny ocean. Do tego tętniące życiem metropolie, w których aż kipi od społecznych problemów, przestępczości i niezwykle trudnej historii.

Republika Południowej Afryki jest najdalej wysuniętym na południe państwem afrykańskim z linią brzegową liczącą sobie ponad 2500 kilometrów. Powierzchnia kraju przekracza 1 200 000 kilometrów kwadratowych, a sam płaskowyż Wysoki Weld o powierzchni ponad 400 000 kilometrów jest większy od Polski. Warto mieć te liczby przed oczami, kiedy planuje się podróż do RPA, bowiem nie da się szybko i tanio przeskakiwać z jednego miejsca kraju do drugiego, odległości są po prostu zbyt wielkie. 

Warto już na starcie zastanowić się, czy lecieć do Kapsztadu, czy do Johannesburga. Opcja przylotu do jednego i wylotu z drugiego również wchodzi w grę, ale wówczas znaczną część naszego czasu spędzimy w podróży. Jeśli nie maci całego miesiąca urlopu, może nie być to najlepszy pomysł. 

Tak olbrzymia połać terenu powoduje, że w RPA mamy do czynienia z kilkoma strefami klimatycznymi i niezwykłą różnorodnością flory. Klimat zachodniej części kraju związany jest z zimnym Prądem Benguelskim, zaś wschodnie wybrzeże znajduje się w obszarze wpływów subtropikalnego i cieplejszego Prądu Mozambickiego. 

Do tego wszystkiego dochodzi fakt, że RPA znajduje się na półkuli południowej, przez co pory roku wypadają tam w przeciwstawnych do europejskich warunków miesiącach. Lato przypada na styczeń i luty, natomiast zima panuje w lipcu i sierpniu. 

Jednak to nie tylko przyroda powoduje, że RPA jest tak unikatowym miejscem na mapie naszego globu. Wszystkiemu winna jest, a jakże, kolonialna historia kraju. A jeśli o koloniach mowa, to z pewnością na scenę wkroczą europejskie potęgi kolonialne z Wielką Brytanią na czele.

Pierwszymi osadnikami na tych ziemiach byli Buszmeni, których osadnictwo datowane jest nawet na I tysiąclecie p. n. e. Tychże Buszmenów około VIII wieku, ale już w naszej erze, zaczęły wypierać ludy Bantu. Jednak najciekawiej zrobiło się w momencie, kiedy do późniejszego RPA zawitali Burowie, czyli europejscy protestanci (kalwiniści, hugenoci, luteranie), głównie holenderskiego pochodzenia. Działo się to pod koniec XVII i na początku XVIII wieku. 

Od lat 20. XVIII wieku rozpoczął się napływ osadników Brytyjskich, a już wkrótce, po odkryciu przez Burów licznych złóż złota i diamentów, zainteresowanie tym terenem przez Wielką Brytanię gwałtowanie wzrosło, co doprowadziło do stoczenia kilku wojen z Burami. W ich efekcie wszystkie państewka Burów wcielono do Imperium Brytyjskiego. 

Burowie, których nazywa się Afrykanerami, od ich języka – africaans, stanowią 60% białej populacji RPA w czasach nam współczesnych. W 1910 roku Brytyjczycy powołali do życia Związek Południowej Afryki, będącej częścią brytyjskiego dominium, a kilkadziesiąt lat później – w 1961 roku – związek mianował się republiką i ogłosił niepodległość. 

Pomimo odcięcia pępowiny od kolonialnej marcierzy, w RPA nie doszło do demokratyzacji życia społecznego. Wręcz przeciwnie – biała mniejszość od lat 50. XX wieku systematycznie ograniczała swobody polityczne czarnej większości, w efekcie wprowadzając rasistowski system zwany apartheidem. 

Takie działania nie mogły spodobać się międzynarodowej opinii publicznej, z ONZ na czele, która zaczęła nakładać na RPA liczne sankcje gospodarcze. Za koniec apartheidu uznaje się 1994 rok, kiedy to więziony wcześniej przywódca czarnoskórej opozycji, Nelson Mandela, w demokratycznych wyborach został wybrany prezydentem kraju. 

Najnowsza historia RPA jest więc wciąż niezabliźnioną raną na tkance społecznej narodów i plemion RPA, a sam kraj zmaga się z wieloma problemami, jak choćby niezwykle wysoką liczbą przestępstw. W badaniu ankietowym przeprowadzonym w prowincji East Cape i KwaZulu-Natal prawie co trzeci mężczyzna (27,6%) przyznał się, że zgwałcił kobietę przynajmniej raz, a połowa gwałcicieli dokonała tego przestępstwa wielokrotnie. 

Te liczby są przytłaczające, nie przystają do warunków europejskich, a w szczególności polskich, i należy wziąć je sobie mocno do serca, planując podróż po RPA. Według statystyk w RPA istnieje najwyższa przestępczość spośród krajów prowadzących wiarygodne statystyki policyjne. 

Czy to oznacza, by najdalej wysunięty na południe kraj w Afryce omijać szerokim łukiem? Nie. To nadal może być przygoda życia, ale niech to nie będzie przygoda beztroska. Bezpieczeństwo przed brawurą, spokojny sen przed szaleństwem nocnego życia. Co zatem najlepiej zwiedzić w RPA? 

Oto kilka propozycji w samym Kapsztadzie. 

Góra Stołowa w Kapsztadzie – unikatowy obiekt skalny z więcej niż jednego powodu. Jest jedynym obiektem na Ziemi, od którego wzięto nazwę gwiazdozbioru – gwiazdozbioru Góry Stołowej. 

Góra jest de facto płaskowyżem o powierzchni 65 km kwadratowych i wysokości w najwyższym punkcie wynoszącej 1086 metrów. Została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO ze względu na niesamowite bogactwo flory. Na płaskowyżu znaleźć można aż 2200 różnych gatunków roślin, niektóre z nich występują jedynie tutaj. Na górę można wjechać kolejką linową, co samo w sobie stanowi nie lada atrakcję dla zwiedzających, ale można też wybrać jeden z kilku szlaków prowadzących na szczyt, z którego można podziwiać wspaniałą panoramę Kapsztadu. 

Starówka w Kapsztadzie – coś dla miłośników miejskiego zwiedzania. W samym centrum można też odpuścić nieco swoją troskę o bezpieczeństwo. To chyba najbezpieczniejsze dla turystów miejsce w RPA. Na szczególną uwagą zasługują: budynek parlamentu, budynek prezydencki, ratusz czy najstarszy kolonialny budynek w RPA, czyli Zamek Dobrej Nadziei, wzniesiony jeszcze przez holenderskich kolonizatorów w drugiej połowie XVII wieku.

Nabrzeże Wiktorii i Alfreda –  jeśli lubicie, jak coś się dzieje, ale w pozytywnym tego terminu znaczeniu, wybierzcie się na nabrzeże. Hotele, muzyka na ulicy, tętniący życiem tłum, restauracje, puby i targi wypełnione bogactwami oceanu sprawią, że na własnej skórze poczujecie atmosferę dużego, portowego miasta, które swoje powodzenie zawdzięcza sąsiedztwu morza. 

Albania

Czasem to, co inne i odmienne, nierzadko wcale nie znajduje się na drugim końcu ziemskiego globu. Jednym z najciekawszych kierunków do zwiedzania w Europie są ciągle jeszcze na poły dzikie tereny półwyspu Bałkańskiego. Oczywiście można wybrać się na wycieczkę do mocno skomercjalizowanej Chorwacji, ale można też udać się nieco dalej na południe i poznać bliżej Albanię, czyli kraj ze starożytną historią i nowożytnymi problemami. 

Albania jest krajem wybitnie górzystym, a góry zajmują aż trzy ćwierci całej jego powierzchni! Przekonywali się o tym często różni najeźdźcy i okupanci, którzy nie mogli poradzić sobie z albańskimi partyzantami, chowającymi się we wszechobecnych górach. Sami mieszkańcy nazywają soją ojczyznę Shqipëri, co w dość luźnym tłumaczeniu oznacza „Mówić jasno, otwarcie i zwięźle”. 

Pierwszymi mieszkańcami tych górzystych terenów, a przynajmniej pierwszymi, o których wiemy, byli Illirowie, czyli starożytny lud zamieszkujący zachodnią część Bałkanów. Tworzyli oni organizacje plemienne i nie mogli równać się z rzymskimi legionami, które włączyły obszar dzisiejszej Albanii do cesarstwa w II w n. e. Od początku naszej ery licznie napływały tu ludy słowiańskie. 

Po rzymsko-bizantyjską kuratelą Albania trwała przez kilkaset lat, by w IX-XI wieku wejść w skład Cesarstwa Bułgarii, które oparło swoje granice o morze Adriatyckie. Na pierwsze albańskie państwo mieszkańcy regionu musieli czekać do XII wieku, ale nie mogli nacieszyć się nim zbyt długo, bowiem już dwa stulecia później Albanię zajęli Serbowie. W XV wieku państwo znalazło się pod władaniem Imperium Osmańskiego i to właśnie ta okupacja była najdłuższa, trwale i nieodwracalnie zmieniając chrześcijańskie do tej pory oblicze Albanii.

Przez ten czasu ludność, głównie miejscowe elity, przechodziła na religię Mahometa, co prowadziło do powolnej, lecz systematycznej islamizacji całego kraju. Dzisiaj odsetek ludności muzułmańskiej to 60%, podczas gdy dominujący dawniej chrześcijanie stanowią jedynie 30% ludności.

Cień Istambułu kładł się na albańskie góry aż do XX stulecia. Niepodległość została ogłoszona w 1921 roku, a Albania została monarchią z… niemieckim królem, Wilhelmem zu Wiedem. Wszystko dlatego, że został on małżonkiem bułgarskiej księżnej, którą wybrano na królową. Swoją drogą, nie rządził zbyt długo, bo już kilka miesięcy pod przybyciu na miejsce zdecydował się na opuszczenie Albanii, przerażony skalą niepokojów w albańskich prowincjach. 

W czasie I Wojny Światowej Albania znalazła się pod okupacją Serbską, następnie Austriacką, by pod koniec konfliktu skutecznie stawić opór wojskom włoskim. Okres międzywojnia do burzliwa historia niepodległego państwa, które stało się republiką. 

II Wojna Światowa przyniosła okupację najpierw włoską, a następnie niemiecką, choć należy zaznaczyć, że szczególnie w końcowych fragmentach wojny partyzanci kontrolowali 75% kraju, a Niemcy potrafili utrzymać się jedynie na terenach niegórzystych.

To kluczowe zagadnienie w albańskiej historii XX wieku ponieważ jako jeden z nielicznych krajów wschodnioeuropejskich został wyzwolony w bardzo znikomym stopniu przez Armię Czerwoną, co pozwoliło Albanii zachować niezależność od decydentów z Moskwy.

Mimo to na następne kilkadziesiąt lat Albania stałą się państwem komunistycznym, tyle że z własnego wyboru. Według Amnesty International Albania była jednym z najbardziej opresyjnych wobec własnego społeczeństwa państwem świata. Kurs zaczęto liberalizować dopiero w drugiej połowie lat 80-ych, a współcześnie kraj kończy swój maraton ku zachodniej Europie. 

Aktualnie Albania jest członkiem ONZ, NATO, OBWE, Rady Europy, WTO, a od 2014 oficjalnie nosi tytuł państwa kandydującego do członkostwa w UE. Nawet pomimo tego faktu można bez żadnej przesady rzec, że Albania, dzięki swojej izolacji, geografii i historii zachowała bardzo dużo z magii minionych wieków, a tamtejszej przyrody nie szpecą liczne hotele i infrastruktura turystyczna, tak charakterystyczna dla chętniej odwiedzanych części Europy. 

Oto kilka atrakcji Albanii, na które warto zwrócić uwagę:

Tirana – stolica kraju, największy ośrodek przemysłowy, kulturalny i administracyjny. Miejska architektura nosi ślady obecności wielu kultur i religii, ale, niestety, największym piętnem odcisnęło się na nim półwiecze komunizmu, którego architekci lubowali się w monumentalnych i niepraktycznych budowlach sławiących ustrój. W Tiranie znajdziecie ich całe zatrzęsienie. W mieście mieszka nieco ponad 900 tys. ludzi, w większości muzułmanów, co warto wziąć pod uwagę, kompletując garderobę na miejskie zwiedzanie. Największym zabytkiem jest meczet Ethema Beja z XVIII wieku. 

Góry północnoalbańskie – nazywane również Górami Przeklętymi. To jedno z najdzikszych pasm górskich w Europie, więc jeśli jesteście znudzeni rozbudowaną infrastrukturą turystyczną Alp, w Albanii znajdziecie dziewiczą przyrodę i trudy prawdziwego szlaku górskiego. Najwyższy szczyt to Maja e Jezercës (2694 m n.p.m.).

Szkodra – nieduża mieścina ulokowana w północnej części Albanii, która zachowałą sporo ze swojego historycznego ducha. W pobliżu znajduje się zamek Rozafy z XIV wieku, nazwany tak od imienia kobiety, która według legendy została żywcem wmurowana w mury zamku, by te nie runęły. 

Peru

Ameryka łacińska pełna jest ciekawych i egzotycznych miejsc, które urzekają europejskich turystów dzikością przyrody i barwnością miejscowego folkloru, jednak do tych niewątpliwych zalet Peru potrafi dorzucić coś ekstra – to w końcu tutaj powstała, rozkwitła i upadła potężna cywilizacja Inków. Przyjrzyjmy się bliżej krajowi, który w swoich granicach posiada sześciotysięczne góry, gęste dżungle i smagane zimnymi wiatrami wybrzeża oceanów. 

Peru jest trzecim co do wielkości państwem Ameryki Południowej po Brazylii i Argentynie. Powierzchnia kraju to 1 285 216 km², a liczba ludności oscyluje wokół 33 milionów. Kraj dzieli się na trzy strefy klimatyczne: costa – wybrzeże, sierra – góry, selva – dżungla. Każdy z tych rejonów jest inny i do zwiedzania każdego z nich należy przygotować się inaczej. W dżunglach Peru panuje klimat równikowy wilgotny, a temperatury są wyższe niż na wybrzeżu, gdzie dominuje krajobraz pustynny i półpustynny. Z kolei najwyższe partie Andów położone są powyżej 6000 m n. p. m. 

Cały region często nawiedzają trzęsienia ziemi. Do najtragiczniejszego z nich doszło w 1970 roku, kiedy to trzęsienie ziemi o sile 7,9 w skali Richtera spowodowało osunięcie się ze zbocza najwyższego szczytu Peru – góry Huascaran (6768 metrów) – fragmentów lodu i ziemi o powierzchni 260 hektarów, które po prostu zmiotły miasto Yungay. Szacuje się, że w ciągu kilku minut od wystąpienia trzęsienia ziemi i powstania osuwiska w mieście zginęło 20 tysięcy ludzi. Region, który został wówczas dotknięty klęską żywiołową, jest większy od połączonej powierzchni Belgii i Holandii. W czasie trzęsienia ziemi zginęli również czechosłowaccy alpiniści, którzy szykowali się do zdobycia Huascaran. 

Udając się zatem w peruwiańskie Andy, należy bezwzględnie pamiętać, że oprócz wszystkich tradycyjnych niebezpieczeństw związanych ze wspinaczką wysokogórską, realnym zagrożeniem są trzęsienia ziemi. 

Mogłoby się wydawać, że w tak niegościnnym miejscu powstanie wysoce zorganizowanego państwa nie będzie łatwo, jednak to właśnie Peru jest kolebka inkaskiego imperium, czyli najbardziej zaawansowanej cywilizacji prekolumbijskiej. 

Wbrew pozorom Państwo Inków nie było starożytne i jeśli chodzi o długowieczność nijak się miało do antycznej Hellady czy Egiptu faraonów. Inkowie swoje imperium stworzyli w zaledwie 200 lat przez zniszczeniem go przez hiszpańskich konkwistadorów na początku XVi wieku. Nie znaczy to jednak, że było ono mniej fascynujące – wręcz przeciwnie. 

Inkowie, co może wydawać się zaskakujące, nie znali koła i nie używali go do transportu. Pomimo tego zbudowali w swoim rozległym państwie sieć dróg o imponującej długości 40 tysięcy kilometrów. Do dzisiaj przetrwała jedynie połowa i to nie w najlepszym stanie. Wszystko z powodu tego nieszczęsnego koła, do którego inkaskie drogi nie były w żaden sposób przystosowane, co z kolei sprawiło, że europejscy zdobywcy nie byli zainteresowani ani korzystaniem z nich, ani ich utrzymaniem. 

Ludność imperium rozwinęła również niezwykle ciekawe pismo węzełkowe, nazywane Kipu. Pismo węzełkowe polegało na tworzeniu skomplikowanych sekwencji supłów na sznurkach z bawełny lub włosia lam/alpak. Zapisywano w ten sposób nie tylko liczby, ale też informacje nienumeryczne. Do dzisiaj historykom nie udało się odcyfrować zapisów nienumerycznych (z numerycznymi sobie poradzono) i podejrzewa się, że do ich odczytania konieczne były także instrukcje słowne. Specjaliści obawiają się, że tę tajemnicę Inkowie zabrali ze sobą do grobu. Do naszych czasów przetrwało zresztą niespełna 1000 sztuk Kipu. Wszystko za sprawą Hiszpanów, którzy niszczyli je jako pozostałość po czasach pogańskich. Materiału badawczego nie jest więc zbyt dużo. 

Inkowie byli też wspaniałymi budowniczymi i potrafili wznosić całe miasta w górach. Tarasy uprawne znajdowały się nawet na wysokości 4000 metrów n. p. m. Oczywiście najsłynniejszym inkaskim zabytkiem jest Machi Picchu, czyli miasto odkryte dopiero w 1911 roku (choć niektórzy twierdzą, że znacznie wcześniej niż archeolodzy odkryli je poszukiwacze skarbów). 

Miasto zostało zbudowane w latach 1450-1460, a opuszczono je już kilka dekad później, w 1537 roku. Naukowcy nie są pewni, dlaczego mieszkańcy je porzucili. Pewni są jednak tego, że pomimo bliskiego sąsiedztwa ówczesnej stolicy imperium – Cuzco – Hiszpanie nigdy nie dotarli do legendarnego miasta, choć byli świadomi jego istnienia. 

To możliwe między innymi z powodu techniki budowy Inków – miasto, które leży pomiędzy 2090 a 2400 metrem n. p. m., nie jest widoczne z niższych partii gór. To obowiązkowe miejsce do odwiedzenia podczas wycieczki do Peru i już sam etap zdobywania góry dostarczy niezapomnianych wspomnień. 

Miłośnikom wrażeń z pogranicza turystyki górskiej i historii polecić możemy również Kuelap, czyli sporo starszą od Machu Picchu twierdzę zbudowaną przez kulturę Chachapoya, która także została opuszczona w XVI wieku i przypadkowo odkryta dwieście lat później. Dzisiaj znaczna część budowli znajduje się w świetnym stanie i wprost czeka na turystów. I czeka często na próżno, bo chętnych do odwiedzin jest wielokrotnie mniej niż w przypadku popularniejszych peruwiańskich zabytków. Warto wziąć to pod uwagę, planując wycieczkę. 

Zresztą w Peru mniej znanych i zdecydowanie rzadziej odwiedzanych szlaków, miast oraz zabytków jest całe mnóstwo i opłaca się nadłożyć dla nich nieco drogi. Bo Inkowie to nie tylko Cusco i Machu Picchu. Korzyści? Niższe ceny, mniejsze kolejki i możliwość dotarcia tam, gdzie większość nie dotrze. 

Z kolei Peru to nie tylko Inkowie. Współczesne społeczeństwo to barwny tygiel kulturowo-etniczny, w którym spotkać można potomków Indian, białych konkwistadorów i sprowadzonych tu niewolników. Jak w soczewce widać to w stolicy kraju – Limie. Miasto liczy sobie aż 10 milionów mieszkańców stłoczonych na niezbyt dużej powierzchni. 

Jak w każdym dużym mieście Ameryki Łacińskiej widoczne są tu ogromne dysproporcje społeczne, ruch uliczny potrafi doprowadzić do zawału serca buddyjskich mnichów, a niektóre dzielnice lepiej omijać z daleka nie tylko w nocy, ale o wszystkich tych rzeczach łatwo zapomnieć podczas spacerów po starówce. 

Miasto zostało założone w 1535 roku przez Francisco Pizarro, który wybrał to miejsce na stolicę nowo powstałego Wicekrólestwa Peru. Miasto było wielokrotnie niszczone przez trzęsienia ziemi, lecz mimo to posiada kilka zabytków z XVI stulecia, w tym Katedrę metropolitalną św. Jana Ewangelisty, najstarszy uniwersytet Ameryki Południowej czy liczne zabytki sakralne. 

Jednak największym bogactwem Peru są jego mieszkańcy. I niech to będzie najlepsza zachęta do wylotu do tego egzotycznego państwa. Peruwiańczycy tak bardzo różnią się od zdystansowanych do świata i współbratymców Polaków, że możesz przeżyć mały szok kulturowy, jeśli zagłębisz się w wąskie uliczki Limy i rozpoczniesz pogawędkę z baristą, tragarzem czy jakimkolwiek innym autochtonem. 

Peruwiańczycy posługują się głównie językiem hiszpańskim, ale spotkać można również osoby biegle władające językiem keczua czy ajmara. Pierwszy z wymienionych był urzędowym językiem Imperium Inków przed podbojem przez Hiszpanów. Za jego zachowanie odpowiadają… misjonarze, którzy właśnie w tym języku prowadzili chrystianizację południowoamerykańskich indian. 

Co ciekawe, niektóre popularne słowa w języku polskim wywodzą się bezpośrednio z keczua. Mowa tutaj o: lamie, guano, ince, kauczuku, pumie czy kondorze. Świetny pomysł na początek rozmowy z Peruwiańczykami, prawda?

Tych atrakcji Peru po prostu nie wypada przegapić:

Machu Picchu – zaginione miasto, które zostało zbudowane w II. połowie XV stulecia przez władcę Pachacuti Inca Yupanqui. W języku keczua nazywa się, co jest zbitką słów  pata (‘stopień, schodek’) i llaqta (‘miasto’). Pełniło funkcję ceremonialną, a zamieszkane było głównie przez kapłanów i arystokratów. Miasto zostało opuszczone w 1537 roku, ale dzisiaj tętni życiem, gdyż każdego roku tysiące turystów pragnie zobaczyć dziedzictwo Imperium Inków. Podczas zwiedzania można skorzystać z aż trzech możliwości:

  • Tylko kompleks Machu Picchu,
  • Kompleks Machu Picchu wraz z wejściem na Huayna Picchu,
  • Kompleks Machu Picchu wraz z wejściem na górę Machu Picchu.

Szczerze polecamy tę ostatnią opcję, gdyż trudy wejścia na szczyt zostają wynagrodzone z nawiązką przez widok na okolicę i same ruiny. 

Cusco – dawna stolica Imperium Inków, z którą czas nie obszedł się tak łaskawie jak w przypadku opisywanego powyżej Machu Picchu. Cuzco kilkakrotnie padło ofiarą trzęsień ziemi i została spalone podczas działań wojennych w XVI wieku. Nadal jednak czuć w nim ducha inkaskiego dziedzictwa. Wszystko przez liczne zabytki, niekoniecznie w doskonałym stanie. Wielkie wrażenie robi chociażby kompleks Sacsayhuamán, czyli wzniesione na ponad 3 tysiącach metrów n. p. m. potężne mury z kamiennych bloków, które najprawdopodobniej pełniły funkcje obronne.

Indonezja

Które państwo świata ma najwięcej mieszkańców? Wiadomo, że Chiny, choć już niedługo bedą to Indie, gdyż według wielu prognoz to właśnie Indie w 2050 roku będą najludniejszym krajem świata z populacja liczącą 1,6 mld ludzi. A jak jest dalej?

Podium zamykają Stany Zjednoczone, a tuż za nim plasuje się Indonezja z liczbą mieszkańców wynoszącą ponad 270 milionów. Indonezja jest też największym wyspiarskim krajem świata i największą na świecie społecznością muzułmańską. Kraj może poszczycić się aż 17 tysiącami wysp i wysepek wszelkiej wielkości! Na jednej z nich – na Jawie – mieszka aż 130 milionów Indonezyjczyków, co czyni ją najbardziej zaludnioną wyspą świata. Na Jawie żyje aż 62% wszystkich mieszkańców kraju. 

Niektórych może dziwić fakt, że państwo, któremu bliżej do Australii niż do Mekki, jest największym na świecie krajem islamskim. Wszystko dzięki obrotnym muzułmańskim kupcom z Indii, Chin i Persji, którzy na początku drugiego tysiąclecie tłumnie przybywali w te rejony, prowadząc ożywiony handel między indonezyjskimi portami, a Chinami i Indiami. 

Z czasem kolejni lokalni władcy konwertowali na Islam, chcąc zwiększyć dochody z wymiany handlowej. Że niby niezbyt religijna motywacja? No cóż, pragmatyzm. Wiadomym jest, że pierwsi na Islam przeszli książęta z Sumatry Północnej i że odbyło się to w XIII wieku. Do XVII wieku tereny znacznej części dzisiejszej Indonezji były już zislamizowane.

Pierwszymi przybyłymi na te tereny Europejczykami byli Portugalczycy, których okręty przybiły do wybrzeży archipelagu po raz pierwszy na początku XVI wieku, lecz to Holendrzy najbardziej odcisnęli swoje piętno na historii regionu. Choć być może słowo piętno nie do końca oddaje charakter holenderskiej kontroli, gdyż nigdy nie przybrała ona ani formy, ani rozmiaru dominacji w stylu brytyjskim. Holendrzy nie mieli na to sił i środków, a wyspiarski charakter kolonii nie ułatwiał sprawnej administracji podległymi terytoriami. 

Nie zmienia to jednak faktu, że to Holendrzy wygrali rywalizację kolonialną (w dużym uproszczeniu) i przez całe dwa stulecia stopniowo przejmowali kontrolę nad indonezyjskimi wyspami i półwyspami, by w 1800 roku powołać do życia Holenderskie Indie wschodnie – oficjalna kolonię Holandii. Kolonizacja postępowała aż do początków XX wieku, kiedy to holenderskie oddziały zajęły słynną wśród współczesnych nowożeńców wyspę Bali.

To właśnie na początku XX wieku Indonezja zaczęła przybierać kształt granic, który znamy obecnie.

Co ciekawe, w przeciwieństwie do innych potęg kolonialnych, Holendrzy nie zostawili w Indonezji swojej spuścizny językowej. Zdecydowana większość mieszkańców włada dziś językiem indonezyjskim oraz lokalnymi językami, jak jawajski, sundajski czy madurski. Jakże to odmienne od chociażby francuskojęzycznych kolonii w Afryce!

Najciekawsze do zwiedzania miejsca Indonezji to:

Bali – tej wyspy nie mogło zabraknąć, prawda? Ale odpuść sobie strefę hotelową i znane, luksusowe kurorty. Takich miejsc pełno jest na Malediwach, Seszelach i innych wyspiarskich rajach rodem z turystycznej broszury. Prawdziwe piękno Bali kryje się w centrum wyspy, gdzie podziwiać można fantastyczną przyrodę, tarasy ryżowe, efektowne świątynie i, przede wszystkim, poznać bliżej życie rdzennych mieszkańców, którzy z wielką otwartością traktują turystów. 

Komodo – wyspa, na której podziwiać można największe jaszczurki świata – Warany z Komodo. Co ciekawe, zachodni świat odkrył tego fascynującego gada dopiero w 1910 roku, a od 1980 roku na wyspie funkcjonuje Park Narodowy Komodo, którego celem jest ochrona przyrody oraz samych jaszczurów. 

Warto napisać kilka słów o tych stworzeniach. Samce potrafią osiągać ponad 3 metry długości i ważyć do 90 kg. W historii zdarzyło się kilka śmiertelnych ataków na ludzi. A w ich arsenale znajduje się uderzenie potężnym ogonem, który generuje siłę 2 ton, oraz ugryzienie równie potężną szczęką. Jakby tego było mało, coraz więcej badań udowadnia, że Warany dysponują jadem, który zatruwa ofiary. 

Komodo najlepiej odwiedzić, wybierając się w jeden z wielu oferowanych lokalnie rejsów, które mogą potrwać nawet kilka dni. Dłuższe obcowanie z dziką przyrodą połączone z nurkowaniem to spora dawka emocji i adrenaliny, których każdy szuka na tego typu wyprawach.

Myanmar/Birma

Lub Mjanma w spolszczonej wersji, choć akurat w przypadku oficjalnego nazewnictwa tego państwa panuje wyjątkowy rozgardiasz. Wszystko przez skomplikowaną kolonialną historię Mjanmy, której początek, a jakże, datuje się na XIX wiek, a jeśli XIX wiek, to także i Brytyjczycy. To właśnie oni zapisywali nazwę swojej kolonii w formie “Burma”. 

Nic więc dziwnego, że rdzennym mieszkańcom nie do końca się to podobało. To trochę tak, jakbyśmy wciąż stosowali w Polsce “Kraj Nadwiślański”. W 2011 roku władze kraju zmieniły zatem nazwę i od tej pory mówimy już o Mjanmie. Termin ten oznacza “Kraj silnych jeźdźców” jest historyczną nazwą krainy. W powszechnej świadomości fakt ten jednak nie jest zbytnio znany i zapewne spotkasz  się nie raz i nie dwa ze sporym zdziwieniem, jesli oznajmisz przeciętnemu zjadaczowi chleba, że wyjeżdżasz na wakacje do Mjanmy.

Dawna Birma to kraj w południowo-wschodniej Azji, który w swojej historii notował zarówno okresy świetności, jak i czasy chaosu, decentralizacji władzy, by w erze kolonializmu paść łupem Brytyjczyków. Swoją droga, czy czegoś nam to nie przypomina? Jest taki kraj w centrum Europy, któremu wiodło się podobnie. 

Mjanmę zamieszkuje ponad 50 milionów ludzi, co jak na Azje oszałamiającym wynikiem nie jest, ale Mjanma nie jest też jakimś rozległym terytorialnie mocarstwem (oczywiście na warunki azjatyckie) i zajmuje w przybliżeniu powierzchnię 676 tys. km kwadratowych. Dominującą religią jest Buddyzm, który wyznaje blisko 90% ludności. 

Szukając w zamierzchłych epokach początków państwa Mjanmy, należy sięgnąć do Xi wieku, kiedy to powstało Pierwsze Imperium Birmańskie, pod berłem którego udało się zjednoczyć wielu mniejszych krajów i miast-państw. Unifikacja nie trwała jednak długo i na następne kilkaset lat Mjanma pogrążyła się w chaosie, wojnach i rozbiciu. W międzyczasie Mjanma zebrała potężnego łupnia od Mongołów, co na pewno nie pomogło.

Wiatr zmian zawiał w XVI wieku, kiedy to jednemu z lokalnych władców udało się na powrót zjednoczyć kraj. Okres ten nazywa się Drugim Imperium Birmańskim. Granice ówczesnego państwa mniej więcej pokrywały się z granicami dzisiejszej Mjanmy, a jego znaczenie polityczne możemy przypisać do kategorii lokalnego mocarstwa. 

Znów jednak okres zjednoczenia nie potrwał długo i Mjanma po raz kolejny stała się krainą wielu małych i mniejszych państewek. Trwało to aż do XVIII wieku, kiedy to na skutek działań kolejnego z ambitnych lokalnych władców powstało Trzecie Imperium Birmańskie, które z kolei znalazło się pod brytyjskim butem w 1826 roku, po przegranej I Wojnie brytyjsko-birmańskiej. Później stoczono jeszcze dwie takie wojny, w wyniku których Mjanma całkowicie zniknęła z map, stając się kolejna brytyjską kolonią. 

Niepodległość Mjanma, a raczej Birma, bo tak wówczas nazywało się oficjalnie państwo, uzyskała w 1948 roku. Jednak społeczeństwu nie dane było długo cieszyć się spokojem i powoli rosnącym dobrobytem. Najnowsza historia Mjanmy to częste pucze i przejęcia władzy przez tzw. juntę wojskową. Ostatni z przewrotów miał miejsce… 1 lutego 2021 roku i trwa do dziś, a w całym kraju jest niespokojnie. Światowe media donoszą o ofiarach śmiertelnych. 

Mjanma nie jest aktualnie najbezpieczniejszym miejscem na wakacyjną wyprawę, ale historia pokazuje, że każda wojskowa dyktatura prędzej czy później upada i można śmiało podejrzewać, że tak samo będzie i w tym przypadku. Kiedy to się stanie, Mjanma zapewne otworzy się na odwiedzających. Lepiej nie przegapić tego momentu. 

Co takiego warto zobaczyć w dawnej Birmie?

Pagan – położone w środkowej Mjanmie nad rzeką Irawadi starożytne miasto i dawna stolica Pierwszego Imperium Birmańskiego. Słynie głównie z olbrzymiej liczby zabytków sakralnych, których łącznie w strefie określanej jako Strefę Archeologiczną Pagan jest aż 2230! 

Naypyidaw – najdziwniejsza i najbardziej skryta stolica świata. Dlaczego najdziwniejsza? Jest to miasto założone od zera, analogicznie do brazylijskiej Brasilii, które miało zostać nowym centrum politycznego życia Mjanmy. budowa wystartowała w 2002 roku, a już w 2006 roku z rozkazu junty wojskowej do Naypyidaw przeprowadzili się pierwsi mieszkańcy. 

Zapewne zastanawiasz się, jak to możliwe, że w cztery lata wybudowana od zera stolicę? nie wybudowano. Pierwszymi mieszkańcami byli głównie urzędnicy, którzy nie mieli za dużego wyboru w kwestii przeprowadzki. Działo się tak, ponieważ Thane Shwe, stojący na czele wspomnianej junty, głęboko wierzy, że jest kontynuatorem tradycji birmańskich imperiów, w których o sprawach rangi państwowej nie decydowano bez spytania o radę… astrologów. Tak też stało się w przypadku Naypyidaw – wróżbici wyczytali wśród gwiazd, że najlepsza porą na przeprowadzkę będzie 6 listopada 2006 roku o… godz. 6:37.

A że tradycje w juncie się szanuje, to zdanie astrologów wcielono w życie, choć miasto przypominało wówczas bardziej plac budowy niż cel przeprowadzki szczęśliwych obywateli. Bardzo duży plac budowy będąc precyzyjnym, bo przy projektowaniu Naypyidaw  urbaniści wytyczyli teren sześciokrotnie większy od Nowego Jorku. Jak mawia klasyk: “Mają rozmach…”. 

Od tamtego czasu minęło już 15 lat, a Naypyidaw nie jest już dłużej areną działań żurawi i wywrotek, ale jest… praktycznie całkowicie opustoszały. W mieście trudno spotkać większe skupiska ludzi, a wyjątkiem są świątynie. Ponadto Naypyidaw  podzielono na strefy, w których budynki przyporządkowane są do danej dzielnicy zgodnie ze swoją funkcją. Podobno nawet dachy są w kolorze, który informuje o tym, czym zajmują się jego rezydenci. być może nie będzie to najciekawsza wycieczka w życiu, ale z pewnością jedna z najbardziej oryginalnych. 

FAQ – najczęściej zadawane pytania o nietypowe miejsca na spędzanie wakacji

Czy wakacje w RPA są bezpieczne?
Najdalej wysunięty na południe kraj Afryki oferuje wiele atrakcji dla turystów, poczynając od oceanu, przez góry i inne cuda natury, po tętniące życiem miasta. Wybierając się do RPA, trzeba jednak pamiętać, że to miejsce trawione problemami społecznymi i wysoką przestępczością. Podróż należy zatem dokładnie zaplanować i szczególnie uważać na swoje bezpieczeństwo, unikając potencjalnych zagrożeń.
Czy warto wybrać się do Albanii?
Choć Bałkany to bardzo popularny kierunek wakacyjnych wojaży, Albania wciąż pozostaje słabiej odkrytym turystycznie obszarem. Niesłusznie, bo ten górzysty kraj oferuje podobne atrakcje, jednocześnie pozwalając poznać swoją skomplikowaną historię. Oprócz wypoczynku, można tam więc zaplanować m.in. zwiedzanie Tirany, wędrówkę po Górach Północnoalbańskich czy odwiedziny w historycznej Szkodrze.
Jak przygotować się na wyprawę do Peru?
To zależy, gdzie dokładnie zamierzasz się wybrać. Peru dzieli się bowiem na aż trzy różne strefy klimatyczne, w których panują inne warunki. Dżungle charakteryzują się wilgotnym klimatem równikowym i wysokimi temperaturami, na pustynnym i półpustynnym wybrzeżu jest chłodniej, a partie górskie położone są na wysokości nawet powyżej 6000 m n.p.m. Uwzględnij to, odwiedzając m.in. Machu Picchu czy Cusco.
Gdzie znajduje się Bali?
Choć to popularny wśród turystów kierunek, nie wszyscy zdają sobie sprawę, że Bali jest jedną z tysięcy wysp wchodzących w skład Indonezji. Ten ogromny i bardzo ludny wyspiarski kraj oferuje oczywiście mnóstwo standardowych atrakcji turystycznych, ale warte odkrycia są jego mniej znane walory przyrodnicze, kulturowe czy historyczne.
Czym różni się Mjanma od Birmy?
Niczym, bo mowa o tym samym miejscu – państwie położonym w południowo-wschodniej części Azji, które od wieków było targane konfliktami i naznaczone skomplikowaną historią. Z niej wynikają m.in. problemy z nazewnictwem, a także częste niepokoje w kraju, w którym aktualnie rządzi junta wojskowa, co sprawia, że odradzane są wszelkie podróże w tym kierunku.

PODSUMOWANIE
  • Wśród mniej standardowych kierunków wakacyjnych podróży można wymienić m.in. Republikę Południowej Afryki, Albanię, Peru, Indonezję czy Mjanmę (Birmę).
  • RPA to duży kraj obfitujący w atrakcje turystyczne i cuda przyrody, ale jednocześnie niebezpieczny i charakteryzujący się bardzo wysoką przestępczością.
  • Albania to stosunkowo mało popularny turystycznie bałkański kraj, oferujący jednak różnorodne możliwości wypoczynku i poznawania swojej bogatej historii.
  • Peru leży na obszarze, gdzie przed laty rozwijała się cywilizacja Inków. Jej ślady można odnaleźć, zwiedzając m.in. słynne Machu Picchu, twierdzę Kuelap czy dawną stolicę Imperium – Cusco.
  • Indonezja to jedno z najludniejszych państw świata – samą Jawę zamieszkuje 130 mln osób. Jest to również największy na świecie kraj wyspiarski, liczący 17 tys. wysp i wysepek, a także państwo z największą społecznością muzułmańską.
  • W lutym 2021 roku w Mjanmie (Birmie) doszło do przewrotu, w wyniku którego władzę przejęła wojskowa junta. MSZ aktualnie odradza wszelkie podróże do tego kraju.
Oceń artykuł:
15,00
Loading...
zdjęcie autora
Autor artykułu: Michal Rosiak

Content manager w porównywarce ubezpieczeń Mubi.pl. Dba, by każdy artykuł poradnikowy pojawiający się w naszym serwisie miał odpowiednią wartość merytoryczną i nie urągał zasadom języka polskiego. Absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego na kierunku Historia oraz Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu na kierunku Zarządzanie. Posiada sześcioletnie doświadczenie w prasie tradycyjnej i internetowej.

Dołącz do dyskusji

0 komentarzy

avatar autora komentarza

Uprzejmie informujemy, że komentarze zawierające wulgaryzmy lub informacje niezgodne z zasadami języka polskiego nie będą publikowane w serwisie.


Skomentuj jako pierwszy!