Słowacja – przewodnik dla turystów

Świadomość tego, co znajdziemy po drugiej stronie Tatr, nie jest w Polsce duża. Owszem, wiemy, że język słowacki jest bardzo podobny do naszego, że znajdziemy tam sporo zamków, ale o historii Słowacji, jej kulturze i tradycjach wiemy zaskakująco niewiele. Czas to zmienić.

Słowacja – przygotowania do podróży

Która, umówmy się, nie będzie podróżą na drugi koniec świata. Nie oznacza to jednak, że należy ją potraktować jak wyprawę tramwajem do kina. Podstawą każdej udanej urlopowej eskapady jest solidne przygotowanie przed wyruszeniem w drogę. 

Słowacja jest członkiem Unii Europejskiej, NATO, Strefy Schengen, Strefy EURO, a z Polską współpracuje ściśle w ramach Grupy Wyszehradzkiej. W skrócie: sojusznik i sąsiad pełną gębą. W praktyce oznacza to, że na granicy polsko-słowackiej nie zatrzyma nas żadna kontrola, nikt też nie poprosi nas o paszport. Wjazd na teren Słowacji umożliwia dokument tożsamości ze zdjęciem. 

Co warto spakować? 

Adapter, zwany czasem przejściówką, warto spakować, ale tylko w sytuacji, jeśli prosto ze Słowacji wybieramy się do Wielkiej Brytanii. W przeciwnym wypadku nie grozi nam żadna niekompatybilność naszych wtyczek ze słowackimi gniazdkami. Wszystko pasuje do siebie jak ulał. Na pewno warto jednak zabrać ze sobą dobrze ugruntowaną wiedzę, że Janosik był Słowakiem. W przeciwnym wypadku ryzykujemy towarzyską katastrofą i wydaleniem z kraju. O skandalu dyplomatycznym nawet nie wspominamy. 

Kiedy jechać?

Słowacja znajduje się w strefie klimatu kontynentalnego z wyraźnie zarysowanymi porami roku – lato jest gorące, zima potrafi być mroźna. Rzadko kiedy możemy jednak doświadczyć temperatur skrajnych. W lipcu i sierpniu temperatura oscyluje wokół 25. kreski na termometrze. Latem można spodziewać się też sporych opadów deszczu i burz. 

To wszystko sprawia, że Słowacja jest idealnym celem wyprawy o prawie każdej każdej porze roku, z delikatnym wskazaniem na wiosnę i wczesną jesień. Nas, Polaków, nie powinno tam nic zaskoczyć. No, być może porządek w kraju będzie lekkim szokiem po doświadczeniach wyniesionych znad Wisły.

Podróż na Słowację

Z Podkarpacia trafisz z zawiązanymi oczami i o kulach, ale nie każdy ma to szczęście, że mieszka na Podkarpaciu, dlatego pobawimy się w szacowanie opłacalności wyprawy z centralnie położonej Warszawy. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że zupełnie inaczej zaplanują trasę na Słowację szczecinianie, a inaczej rzeszowianie, ale wykonywanie symulacji podróży dla każdego polskiego województwa sprawiłoby jedynie, że tego tekstu nie dokończyłby nawet jego autor. 

Podróż z Warszawy do Bratysławy potrwa niespełna 7 godzin, podczas których pokonamy 662 km. Oczywiście liczymy tym przypadku czystą jazdę, bez postojów i zwiedzania Krakowa po drodze. 

podróż Warszawa - Bratysława

Ile taka wycieczka będzie kosztować? Przy optymistycznym założeniu, że cena paliwa utrzyma się na poziomie 5,3 zł za litr, a średnie spalanie na trasie wyniesie 5,8 litra na 100 kilometrów,  wydamy na podróż w jedną stronę około 200 zł. Jedziecie w kilka osób? Cena na głowę przy zaangażowaniu czterech osób spada do symbolicznych pięciu dyszek na głowę w jedną stronę. Czyli stówka za wycieczkę w stylu Hobbita – tam i z powrotem. 

Jak wygląda sytuacja w przypadku lotów? Nijak. Aktualnie (Data: 09.05.2021) nie ma bezpośrednich lotów na Słowację z żadnego polskiego miasta, ale sytuacja w tej materii szybko może ulec zmianie, dlatego polecamy monitorowanie stron popularnych przewoźników. Z kolei loty z przesiadkami są tak absurdalnie drogie i długie, że pozwolimy sobie opuścić w tym momencie zasłonę milczenia. 

Podróż PKP trwa około 9 godzin i będzie kosztować nas co najmniej 20 Euro, zatem można potraktować to jako alternatywę w stosunku do podróży samochodem. 

Porównaj i kup ubezpieczenie turystyczne

Słowacja – ceny noclegów

Choć na Słowacji od wielu lat obowiązującą waluta jest euro, ceny nie zabijają ochoty na wypoczynek. Najtańszy znaleziony na portalu booking.com weekendowy pobyt z dwoma noclegami w hotelu trzygwiazdkowym w Bratysławie kosztował 378 zł. W przypadku hoteli czterogwiazdkowych cena była… niższa i wyniosła 318 zł. Choć w ofercie, naturalnie, bez problemu znaleźć można kwoty kilkukrotnie wyższe.  

Miłośnikom wyższych standardów hotelowych ucieszy zapewne fakt, że nawet w pięciogwiazdkowych przybytkach ceny potrafią okazać się przyjemnie miłe. 1003 zł w hotelu oddalonym od Starego Miasta o 400 metrów ze śniadaniami wliczonymi w cenę nie wydaje się być wygórowaną ceną, prawda?

Jeśli zatem planujesz naprawdę budżetowy city break i nie straszna Ci kilkugodzinna podróż za kółkiem, Słowacja przywita Cię niskimi cenami. 

Słowacja – informacje zdrowotne

Aby skorzystać z publicznej opieki zdrowotnej na Słowacji, konieczne jest posiadanie przy sobie Europejskiej Karty Ubezpieczenia Zdrowotnego. Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych podaje, iż transport medyczny z powrotem do Polski jest płatny. Jeśli więc nie chcemy, by nasz budżetowy weekend zamienił się w finansową katastrofę, lepiej jest wykupić ubezpieczenie turystyczne. Lepiej na zimne dmuchać.

Oddzielny akapit poświęcimy ratownictwu górskiemu. Sama pomoc medyczna ratowników Horskiej zachranej služby jest darmowa, ale – i to jest to znaczące “ale” – za przybycie ratowników na miejsce wypadku pobierane są opłaty, które mogą okazać się horrendalnie wysokie, w zależności od wykorzystanego do akcji sprzętu. 

Nasi wybawiciele mogą bowiem przybyć na miejsce wypadku przy użyciu skutera śnieżnego, samochodu lub helikoptera i, jak nietrudno się domyślić, szczególnie bolesne dla naszej kieszeni okaże się to ostatnie rozwiązanie. Uważać powinni również narciarz i inni miłośnicy białego szaleństwa, ponieważ akcje ratunkowe poza oznaczonymi trasami zjazdowymi także są płatne. 

Jeśli planujemy wyprawy w słowackie Tatry, najlepiej skorzystać ze specjalistycznego ubezpieczenia turystycznego, które uwzględnia sporty wysokiego ryzyka i sporty ekstremalne. A jeśli jesteśmy miłośnikami mocnych trunków, trafne będzie skorzystanie z klauzuli alkoholowej. 

Ostatnią uwagę kierujemy do kierowców – wszyscy pasażerowie samochodu na Słowacji zobowiązani są do zapięcia pasów bezpieczeństwa, a rozmowy kierowcy przez telefon komórkowy są surowo karane. Elektroniczna winieta 10-dniowa kosztuje 10 euro i musi ją posiadać każdy pojazd mechaniczny lub zespołów pojazdów mechanicznych o dopuszczalnej masie całkowitej (DMC) do 3,5 tony.

Nie radzimy też przekraczać dozwolonej na Słowacji prędkości – tamtejsza policja nie zawaha się wystawić mandatu, a te potrafią być bardzo wysokie, do 800 euro. 

słowacja - ważne numery

Słowacja – rys historyczny

Zanim jednak wsiądziemy za kółko, by zacząć wyprawę, warto dowiedzieć się co nieco o naszych gospodarzach. Nie chcemy wszak wypaść na ignorantów, prawda? 

Wielu polskich historyków i, a może przede wszystkim?, archeologów dałoby się pokroić za możliwość badania śladów bytności Imperium Romanum na naszych ziemiach. Jednak to właśnie tereny należący dzisiaj do państwa słowackiego były najdalej na północ wysuniętymi punktami, do których dotarły rzymskie legiony – oczywiście jeśli chodzi o tę część Europy.

W słowackim Trenczynie znajduje się tablica upamiętniająca zwycięskie starcie Rzymian z Germanami z 179 roku n.e. To ulokowana najbliżej polskich granic pozostałość po bitnym cesarstwie. Przez Słowację i Polskę biegł też słynny szlak bursztynowy, ale w czasach, kiedy z rzymskiej Akwilei nad Bałtyk ciągnęły wyprawy żądne bałtyckiego złota – bursztynu – zarówno na słowackich, jak i polskich ziemiach nie zamieszkiwali jeszcze Słowianie.

Przybyli oni na tereny dzisiejszej Słowacji dopiero w VI wieku. Słowacy, a raczej ich dalecy przodkowie, zadebiutowali na kartach historii mocnym wejściem, bowiem to właśnie oni współtworzyli Państwo Wielkomorawskie, którego kolebka znajdowała się w dorzeczu rzeki Morawy, na terenie dzisiejszych Moraw, oraz na ziemiach współczesnej Słowacji, w okolicy Nitry. Mieszkańcy tego wczesnośredniowiecznego państwa, według licznych źródeł, zwali się Sclavi Marahenses, czyli Słowianami Zachodnimi. 

Ludność Wielkich Moraw przyjęła chrzest około 831 roku z rąk państwa frankijskiego. W tym okresie na terenie całego Państwa Wielkomorawskiego, a zatem też i na Słowacji, powstało sporo kamiennych kościołów. Chrystianizacja ugruntowała pozycję młodego państwa i jego władcy – Świętopełka I, który podbił wiele ościennych plemion. Wśród polskich historyków po dziś dzień tli się żar dyskusji, czy ziemie polskie także weszły w skład Państwa Wielkomorawskiego i czy WIślanie byli w jakiś sposób zależni od jego władców. Nie ma na to niezbitych dowodów. 

Państwo jednak nie przetrwało próby czasu i upadło niespełna 87 lat po umownie przyjętej dacie powstania, a głównymi winowajcami takiego obrotu spraw byli Węgrzy, którzy najechali ten obszar Europy i przyłączyli ziemie słowackie do swojego państwa, nazywając je Górnymi Węgrami. 

To bardzo istotne wydarzenie w historii Słowacji, bowiem przez następne tysiąclecie, z małymi wyjątkami, Słowacy żyli głównie w państwie węgierskim, pozbawieni instytucji dbającej o ich tożsamość i prawa. Wśród tych małych wyjątków pojawia się także polski akcent, ponieważ według niektórych źródeł Bolesław Chrobry podczas swoich licznych podbojów zajął Morawy i Słowację. 

Można więc pół żartem, pół serio nadmienić, że wówczas Polacy i Słowacy żyli w jednym państwie. Jednak gwoli historycznej ścisłości, trzeba wyjaśnić, że w XI wieku nie mogło być mowy ani o naszych narodach, ani o państwie. Nie znano tych terminów i pojęć, a władza danego władcy i jego dynastii stanowiła jedyne granice wpływów. 

W kolejnych stuleciach nasiliła się węgierska kolonizacja terenów słowackich, co było mocno widoczne zwłaszcza w południowej Słowacji, nad Dunajem. Liczna mniejszość Madziarów żyje tam zresztą po dziś dzień. 

Kolejnym istotnym wydarzeniem w historii Słowacji, i kolejnym, w którym brali udział Polacy, był Układ Wiedeński pomiędzy Jagiellonami a Habsburgami. Zgodnie z postanowieniami układu Władysław Jagiellończyk, polski królewicz, król Czech i Węgier, oraz Zygmunt I Stary, król Polski, zgadzali się na podwójne małżeństwo dzieci Władysława – Anny i Ludwika, z wnukami cesarza Maksymiliana I Habsburga – Ferdynandem i Marią. W następstwie tej zgody Habsburgowie zobowiązywali się do niepopierania Krzyżaków i Moskwy w starciach z Polską. 

Teoretycznie korzystna dla Jagiellonów umowa zamieniła się jednak w prawdziwą dynastyczną katastrofę, kiedy w 1526 roku w bitwie pod Mohaczem zginął wspomniany Ludwik II Jagiellończyk, który wówczas był już królem Czech i Węgier. Po jego śmierci korony św. Wacława i św. Stefana wraz z przynależnymi ziemiami, w tym ziemiami słowackimi, przypadły w udziale Habsburgom. Od 1526 roku Słowacy politycznie uzależnieni byli zatem od Wiednia. 

Sytuacja ta trwała aż do XX wieku, kiedy to w okopach I wojny światowej wypełnił się los Austro-Węgier. Wcześniej jednak, bo już w XIX wieku, na Słowacji, jak i w większości państw ówczesnej Europy, doszło do rozbudzenia tożsamości narodowej. W 1843 roku na czele słowackiego ruchu narodowego stanął Ludovít Štúr, który głosił konieczność odcięcia się Słowaków od Czechów i ich języka. Jak pokazała jednak historia, pogląd, że te dwa narody powinny współistnieć, przetrwał, choć nigdy nie został wprowadzony w życie ze szczęśliwym skutkiem. 

Od 1967 roku cesarstwo austriackie stało się cesarstwem austriacko-węgierskim, a Węgrzy wcale nie chcieli słyszeć o słowackiej autonomii czy nauczaniu języka słowackiego w szkołach średnich i na uniwersytetach. Co więcej, po powstaniu Austro-Węgier nasiliła się madziaryzacja terenów słowackich. Pamiętajmy o tym, będąc na Słowacji. Nam Węgrzy jawią się narodem bratnim, za którym ujmiemy się w godzinie próby, natomiast dla Słowaków Madziarzy to w najlepszym wypadku bardzo niewygodny sąsiad, a w najgorszym po prostu wielowiekowy okupant. 

W tamtych czasach bardzo wielu Słowaków kształciło się w Czechach, które choć też były częścią Austro-Węgier, należały jednak do austriackiej części państwa, przez co cieszyły się znacznie większą autonomią. Wbrew pozorom w austriacko-węgierskim tandemie to nie Austria była stroną dominującą. 

Austriacy byli bowiem mniejszością etniczną nawet we własnej części państwa (Przedlitawii), zaś Węgrzy stanowili ponad połowę – 50% w 1900 roku – w swojej (Zalitawii). Słowacy byli więc w bardzo trudnej sytuacji –  dużo trudniejszej niż polska Galicja pod austriackim zaborem – i nie mogli liczyć na pomoc stołecznego Wiednia. 

Ponadto ich głos nie był za bardzo słyszalny – w granicach monarchii austro-węgierskiej Słowacy stanowili zaledwie 4% ogólnej populacji. Dodatkowo układ z 1867 roku zawarty był na 10 lat, więc co dekadę Węgrzy mieli możliwość renegocjowania jego warunków z pozycji siły. 

Po Wielkiej Wojnie, jeszcze w październiku 1918 roku, w Pradze z inicjatywy Czechów doszło do proklamowania niepodległości Czechosłowacji. Pomysł podchwycili Słowacy. Jednak nie można powiedzieć, że międzywojenny związek tych dwóch narodów przypominał sielankowe stosunki dwóch równorzędnych partnerów. Przez większą część międzywojnia Słowacy musieli w mniejszym lub większym stopniu zabiegać o swoją autonomię.

Jak na ironię niezależność od Czech uzyskali oni za sprawą… Adolfa Hitlera. To właśnie niemiecki kanclerz i jego ekspansywna polityka doprowadziła do zajęcia najpierw czechosłowackich Sudetów, a następnie do utworzenia Protektoratu Czech i Moraw oraz Pierwszej Republiki Słowackiej, którą powołano do życia 14 marca 1939 roku. 

Było to państewko całkowicie podporządkowane interesom Niemiec, a na jego terytorium stacjonowały jednostki armii niemieckiej. Warto odnotować, że słowacki kościół katolicki jednoznacznie poparł taki sojusz, a katoliccy biskupi ze Słowacji we wspólnym liście do wiernych chwalili faszystowsko-klerykalny reżim. Państewko uznał oficjalnie, i to jako jeden z pierwszych, papież Pius XII. 

Właśnie z powodu całkowitego podporządkowania Niemcom nie za bardzo można mieć do Słowaków pretensje o udział w agresji na Polskę we wrześniu 1939 roku. Wówczas bez wypowiedzenia wojny granicę z Polską przekroczyły 3 słowackie dywizje. 

Słowacja była też pierwszym państwem, które współpracowało z Niemcami w aspekcie deportacji Żydów do obozów koncentracyjnych i zagłady. W sumie marionetkowy rząd słowacki wywiózł do obozów około 70 tysięcy Żydów, z czego zdecydowana większość została zamęczona lub zamordowana. 

W 1944 roku, we wrześniu i październiku, czyli częściowo w czasie trwania Powstania Warszawskiego, również na Słowacji wybuchło powstanie narodowe przeciwko Niemcom. W przeciwieństwie jednak do warszawskiego zrywu Słowacy otrzymali wsparcie ZSRR, z którym dobre stosunki miał czechosłowacki rząd na uchodźstwie. 

Nie uchroniło to jednak powstańców przed klęską. Lepiej uzbrojone i wyszkolone oddziały niemieckie w dwa miesiące zdołały opanować sytuację, a powstańcy zmuszeni zostali do zakończenia regularnych walk i rozpoczęcia desperackich potyczek partyzanckich, które nie mogły jednak wpłynąć na ogólną sytuację polityczno-militarną kraju.

Co ciekawe, wziętych do niewoli powstańców Niemcy potraktowali dość “ulgowo”, wysyłając ich do obozów pracy i na przymusowe roboty. Obyło się bez rzezi i masowych mordów. 

Okres po II wojnie światowej, w którym rządy nad Słowacją sprawowali prascy komuniści wierni Moskwie, przyniósł narodowi słowackiemu całkowicie fikcyjną autonomię. Obok pięknych zapisów legislacyjnych istniała zdecydowanie mniej piękna rzeczywistość. 

Na jej zmianę przyszło Słowakom czekać aż do 1989 roku, kiedy to doszło do słynnej aksamitnej rewolucji, na skutek której zarówno Czechy, jak i Słowacja odzyskały niepodległość, tyle że tym razem zdecydowano się na utworzenie odrębnych państw, co też uczyniono z dniem 1 stycznia 1993 roku. 

Można zatem zaryzykować tezę, że Słowacy doczekali się swojego pierwszego w pełni niepodległego państwa dopiero za życia większości z nas, choć ich historia w Europie trwa już ponad tysiąc lat. 

Najnowsze dzieje Słowacji to zakończony sukcesem proces integracji z Unią Europejską, wejście do NATO i ostatni akcent – w 2009 roku Słowacja przyjęła euro. 

Słowacja – co warto zobaczyć?

Słowacja ma bez wątpienia dwie wielkie zalety: leży bardzo blisko Polski i ma z nami wspólną, górzystą granicę. Jeśli więc kochasz chodzić po górach, a przy okazji nienawidzisz Zakopanego i tłoku na szlakach, pokochasz też Słowację. Tam Tatry tracą tani komercyjny blichtr, a zyskują kameralny urok wysokogórskiej przyrody. 

Tatry wysokie

610 z 785 kilometrów kwadratowych powierzchni Tatr leży po stronie słowackiej. Łatwo więc wyobrazić sobie, że lwia część najpiękniejszych szlaków, szczytów i kotlinek jest po drugiej stronie granicy. 

Wśród nich należy wymienić choćby Gerlach, czyli najwyższy szczyt nie tylko Słowacji, ale też Tatr i całych karpat, wznoszący się na 2655 metrów n.p.m. Gerlach należy do Korony Europy, więc jeśli w Twoich żyłach płynie gorąca krew poszukiwacza przygód, rozważ próbę zdobycia jego szczytu. Jedyny problem polega na tym, że na Gerlach nie wiedzie żaden szlak turystyczny, więc wejść nań można tylko i wyłącznie pod nadzorem przewodnika, który zabierze ze sobą co najwyżej dwie osoby. 

Podejście jest dość trudne i bez wątpienia sprawdzi nasze przygotowanie fizyczne. Konieczny jest również odpowiedni sprzęt (uprząż i kask). Momentami trasa przypomina naszą Orlą Perć, co samo w sobie jest już wspaniałą rekomendacją.

Jeśli jednak uznasz zdobywanie Gerlacha za wyzwanie zbyt trudne, warto pochylić się nad innym słowackim szczytem z Tatr Wysokich – Krywaniem. Jest to drugi (po Rysach) najwyższy szczyt Tatr publicznie dostępny, na który wytyczono oficjalne szlaki. Jest uznawany za narodową górę Słowaków. 

Bratysława

Dawny Preszburg, którą to nazwę miasto nosiło przez większą część swojej historii. Dopiero działalność Ludovíta Štúra doprowadziło do zmiany nazewnictwa i położenie nacisku na słowacką historię grodu. 

Bratysława ustępuje rozmachem swoim dwóm bardziej sławnym sąsiadom: Wiedniowi i Budapesztowi, jednak brak kosmopolitycznego zgiełku nadrabia kameralnością i łatwością zwiedzania. 

Wśród najważniejszych zabytków należy wymienić: 

  • Zamek wraz z wieżą koronacyjną – pięknie ulokowany nad Dunajem kompleks fortyfikacji, wewnątrz którego miłośnicy muzealnictwa znajdą bogate zbiory, w tym skarbiec. 
  • Starówka – XIII wieczny ratusz, w którym mieści się Muzeum Bratysławy, oraz secesyjny zamek to prawdziwe perły w koronie bratysławskiej starówki. Ponadto znajdziemy tam wszystko to, czego szukamy w starych europejskich miastach z długa historią: wąskie uliczki, liczne kawiarnie, nie aż taki licznych turystów i wspaniale utrzymane kamienice.
  • Park miejski – najstarszy bratysławski parki i chętnie odwiedzane miejsce spotkań. 
  • Devin – zamek, a raczej ruiny średniowiecznego zamku. Entuzjastom zwiedzania historycznych budowli może przysporzyć sporo rozczarowań, bo nie za wiele z niego zostało, ale za to zachwyca wspaniałą lokalizacją, wznosząc się niedaleko ujścia Raby do Dunaju. Atrakcyjność zamku podnosi możliwość dopłynięcia doń wycieczkowym promem. 

Słowacja – co wrzucić na ząb?

Kuchnia słowacka jest dość podobna do kuchni polskiej, ale wytrawny smakosz od razu dostrzeże różnice i wpływ innych kultur. Czego zatem warto spróbować, będąc na Słowacji? Proponujemy kilka dań na start.

Bryndzové halušky – kluski z ciasta ziemniaczano-mącznego podawane z bryndzą, czyli dobrze znanym w Polsce miękkim serem podpuszczkowym produkowanym z owczego mleka. Danie wykańcza się skwarkami i słoniną, więc nie jest to najlepsza opcja dla wegan. 

Pierogi z bryndzą – no cóż, Słowacy lubią tę bryndzę i nic nie poradzimy. Zresztą nie mamy zamiaru, bo świetnie się z nią w kuchni obchodzą, tworząc swojskie, lecz jednocześnie ciekawe kompozycje smakowe. Przykładem są pierogi faszerowane bryndzą, które nasi południowi sąsiedzi zajadają z kwaśną śmietaną i skwarkami. 

Zemiakové lokše – czyli po prostu naleśniki z ciasta ziemniaczanego. Mogą być serwowane na słono lub słodko, z drobiem (wybornie łączą się z tłustą kaczką!) lub w wersji czekoladowo-orzechowej. Jeśli jesteś fanem placków ziemniaczanych, lokše pokochasz.

Zlatý Bažant – najsłynniejsze słowackie piwo, które ma wielu miłośników również po naszej stronie granicy. Browar w miejscowości hurbanovo funkcjonuje od 1969 roku, więc nie może poszczycić się kilkusetletnią tradycją, ale za to pracujący tam browarnicy z całą pewnością doskonale znają swój fach. Koniecznie spróbuj podczas zwiedzania Bratysławy w jednym z licznych na Starym Mieście ogródków piwnych. 

Oceń artykuł:
Loading...
zdjęcie autora
Autor artykułu: Michal Rosiak

Content manager w porównywarce ubezpieczeń Mubi.pl. Dba, by każdy artykuł poradnikowy pojawiający się w naszym serwisie miał odpowiednią wartość merytoryczną i nie urągał zasadom języka polskiego. Absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego na kierunku Historia oraz Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu na kierunku Zarządzanie. Posiada sześcioletnie doświadczenie w prasie tradycyjnej i internetowej.

Dołącz do dyskusji

0 komentarzy

avatar autora komentarza

Uprzejmie informujemy, że komentarze zawierające wulgaryzmy lub informacje niezgodne z zasadami języka polskiego nie będą publikowane w serwisie.


Skomentuj jako pierwszy!