Usunięcie filtrów DPF w silnikach Diesla

Jeszcze niedawno silniki Diesla uważane były za przyjazne środowisku. Dziś narracja zmieniła się całkowicie i silniki wysokoprężne oskarżane są o powodowanie całego zła na świecie z nowotworami na czele. Częściowym rozwiązaniem problemu miały być filtry cząstek stałych, jednak zawiodły one pokładane w nich nadzieje. Dlaczego? Wyjaśniamy.

Zła prasa silników Diesla

W ostatnich latach sporo mówi się o przyspieszonej zmianie klimatu na świecie (sama zmiana klimatu to nic nowego), zagrożeniach dla środowiska naturalnego, smogu i zdrowia obywateli. Świat zaczyna stawiać na ekologię. Forsowane są rozwiązania, technologie i produkty, które wpisują się w tę politykę, natomiast wszystko to, co choćby w najmniejszym stopniu staje w opozycji do tak sformułowanych założeń, trafia na śmietnik historii.

Taki właśnie los spotkał, a w zasadzie dopiero może spotkać, silniki Diesla, które zgodnie z najnowszymi ustaleniami naukowców i WHO przyczyniają się do powstawania nowotworów płuc, głównie poprzez emitowanie sadzy. Tak, te same silniki wysokoprężne, które jeszcze nie tak dawno temu było mocno promowane przez różne instytucje Unii Europejskiej jako mało spalające i prośrodowiskowe. Ironia losu, prawda?

Złą kartę miały odwrócić instalowane we wszystkich nowoczesnych dieslach filtry DPF (Diesel Particulate Filter), czyli wspomniane wcześniej filtry cząstek stałych. Tajemnicze cząstki stałe to nic innego jak sadza powstała w wyniku niecałkowitego spalania paliwa, 

a dzięki filtrom dieslowskie spaliny miały pozbyć się łatki zabójczych dla ludzi oparów.  

Oczywiście nie jest to rozwiązanie nowe, bo filtry DPF instalowane są w wielu modelach i markach samochodów już od 30 lat, ale wcześniej nikt po prostu nie zawracał sobie głowy takimi kwestiami, jak normy spalin czy nowotwory płuc. Największą zmianę w Europie w tym zakresie przyniosła regulacja emisji spalin Euro IV, która narzuciła dwukrotnie niższy limit emitowanych spalin w porównaniu do wcześniej miłościwie nam panującej normy EURO III. 

Jednak założenia producentów samochodów sobie, a życie sobie. Filtry DPF rzeczywiście radzą sobie całkiem dobrze ze spalinami, tyle że bardzo często się zapychają, co w konsekwencji sprawia, iż mają mały wpływ na polepszenie jakości powietrza, za dość znacznie wpływają, oczywiście negatywnie, na funkcjonowanie naszego pojazdu.

Problem z filtrami DPF nie ogranicza się bowiem tylko do wydajności samych filtrów – ich usterka poważnie obniża komfort jazdy oraz wpływa na działanie i moc silnika. Właśnie dlatego wielu kierowców poważnie zastanawia się nad ich usunięciem. 

Filtry DPF – co z nimi jest nie tak?

Głównym zadaniem montowanych w układzie wydechowym filtrów DPF jest redukcja emisji cząstek stałych, czyli po prostu sadzy. Sam filtr montowany jest zazwyczaj tuż za katalizatorem i obudowany jest całą grupą urządzeń pomocniczych: czujnika ciśnienia, czujnika temperatury przed i za filtrem, szerokopasmowej sondy lambda. 

Sam filtr zbudowany jest z wielu równolegle usytuowanych względem siebie kanałów wykonanych z węglika krzemu pokrytego tlenkiem glinu i tlenkiem ceru. Na tym wszystkim osadzone są jeszcze cząstki platyny. Wszystko to sprawia, że ścianki kanałów wewnątrz filtrów DPF są porowate – umożliwia to z jednej strony przepływ spalin, a z drugiej strony zatrzymuje na ich powierzchni sadzę. 

Niestety po pewnym czasie sadzy gromadzi się na tyle dużo, że filtry się zapychają, co doprowadza do ograniczenia mocy silnika,który zaczyna funkcjonować w tzw. trybie awaryjnym. I robi się niewesoło. 

Producenci samochodów nie pozostawili kierowców na szczęście z tym problemem samych sobie, ale wymyślone przez inżynierów rozwiązania wciąż dalekie są nie tyle od doskonałości, co po prostu od praktycznej funkcjonalności. 

W samochodach z filtrami DPF zaczęto wdrażać procedury samooczyszczania, czyli wypalania zbierającej się w kanałach filtrów sadzy. Najczęściej spotykanym sposobem jest jazda z silnikiem na podwyższonych obrotach ze stałą prędkością na określonym dystansie, który wynosi ok. 20-30 km. Wówczas nasz silnik zwiększa emisję dwutlenku węgla, który wypala nagromadzoną sadzę. I wszystko wyglądałoby pięknie, tyle że w takiej sytuacji rodzi się w głowie pytanie: kto, jeżdżąc na co dzień po mieście, może sobie pozwolić na jazdę stałą prędkością przez choćby kilka kilometrów? Taka próba zakończy się na najbliższych światłach lub w korku i o żadnym spalaniu sadzy nie będzie mowy.

Innym sposobem jest wzbogacanie paliwa specjalnymi dodatkami, dzięki którym temperatura spalin wzrośnie, co także pozwoli na wypalenie nadmiaru sadzy w kanalikach filtrów. Niestety i w tym przypadku konieczne jest przejechanie podobnego dystansu przy utrzymaniu stałej prędkości. Problem zatem wcale nie znika.

Nie można też go zignorować, ponieważ jazda przy zapchanym filtrze DPF prowadzi do ograniczenia mocy silnika, ma zły wpływ na układ paliwowy i w skrajnych sytuacjach może skutkować zatarciem silnika. Z kolei wymiana filtra DPF to koszt rzędu 8-10 tys. złotych. I tu dochodzimy powoli do momentu, kiedy szczęśliwy (?) posiadacz diesla staje przed dokonaniem wyboru: wymieniać filtr, który i tak prawdopodobnie kiedyś się zapcha, czy też usunąć filtr, godząc się jednocześnie na wszystkie konsekwencje i licząc na oszczędności. Niestety tych pierwszych będzie zdecydowanie więcej niż tych drugich. 

Usuwanie filtrów DPF – co nam grozi?

A konsekwencji może być sporo. Zacznijmy od tego, że każdy pojazd wyposażony w silnik diesla z fabrycznie zamontowanym filtrem DPF nie może poruszać się po drogach bez tego filtra. Zgodnie z tą regulacją usunięcie filtra DPF jest po prostu nielegalne. 

Pojazd bez filtra DPF nie powinien przejść przeglądu i zostać dopuszczony do ruchu. W praktyce jednak bardzo trudno udowodnić, że dany pojazd nie posiada filtra DPF, nie jest to jednak niemożliwe – takie sztuki może dokonać choćby policja poprzez wykonanie badań jakości spalin. Mimo to nie brakuje warsztatów, które oferują usługę usunięcia filtra i przeprogramowania wszystkich czujników, które tak po prostu pozbawione towarzystwa samego filtra, pokazywałyby błędne odczyty. 

Żeby było i śmieszno, i straszno, samo usuwanie filtrów PDF nie jest nielegalne. Nielegalne jest tylko poruszanie się pojazdem bez filtra po drogach. Koszt pozbycia się filtra waha się w granicach 800-1000 złotych, natomiast przeprogramowanie czujników lub zainstalowanie emulatora, czyli specjalnego urządzenia, które imituje pracę filtra, oszukując tym samym czujniki, to wydatek ok. 2500 zł. 

W Polsce za przekraczanie norm emisyjnych – a warto wiedzieć, że bez filtra PDF emisja cząsteczek stałych jest 20-krotnie wyższa niż w przypadku samochodu wyposażonego w sprawny filtr –  grozi mandat w wysokości 500 zł, co nie jest kwotą odstraszającą, ale już w Wielkiej Brytanii kary za jazdę z wyciętymi filtrami DPF mogą wynieść nawet do 2500 funtów. 

Dodatkowo jeśli podczas kontroli drogowej policjanci na podstawie przeprowadzonego badania jakości spalin bądź kontroli wizualnej dymu dojdą do wniosku, że w naszym dieslu nie ma filtra DPF, mają obowiązek zatrzymać nasz dowód rejestracyjny i zmusić nas tym samym do montażu brakującego elementu układu wydechowego.

Do tego wszystkiego dochodzą bardzo silne wątpliwości natury etycznej. W końcu filtr DPF jest montowany w dieslach nie bez powodu, a tym powodem jest próba ograniczenia bardzo szkodliwych dla ludzkiego zdrowia spalin. Jeśli przedłożymy własne oszczędności ponad troskę o ludzkie zdrowie, będzie to jednoznaczna deklaracja świadcząca o wyznawanych przez nas wartościach. 

Oceń artykuł:
15,00
Loading...
zdjęcie autora
Autor artykułu: Michal Rosiak

Content manager w porównywarce ubezpieczeń Mubi.pl. Dba, by każdy artykuł poradnikowy pojawiający się w naszym serwisie miał odpowiednią wartość merytoryczną i nie urągał zasadom języka polskiego. Absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego na kierunku Historia oraz Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu na kierunku Zarządzanie. Posiada sześcioletnie doświadczenie w prasie tradycyjnej i internetowej.

Dołącz do dyskusji

0 komentarzy
Skomentuj jako pierwszy!